Niemiecka ofensywa w Ardenach, znana także jako "bitwa o wybrzuszenie" (ang. "Battle of the Bulge") rozpoczęła się w grudniu 1944 roku i była ostatnią dużą operacją ofensywną wojsk niemieckich na zachodnim froncie w czasie II wojny światowej.
Armia niemiecka zamierzała rozciąć siły aliantów, oddzielając wojska angielskie od amerykańskich, zdobyć Antwerpię, a następnie zaatakować w kierunku północnym okrążając i niszcząc cztery armie alianckie. Miało to zmusić aliantów zachodnich do wynegocjowania pokoju z krajami osi.
Niemiecka nazwa tej operacji to "Wacht am Rhein" (Straż nad Renem), w oficjalnej historii armii amerykańskiej nazywana jest "kampanią w Ardenach i Alzacji".
Pomimo, że ofensywa zakończyła się ostatecznie klęską, początkowo zaskoczyła ona aliantów i zmusiła ich do poważnych zmian w planach oraz zaangażowania sporych sił do jej powstrzymania. Z drugiej strony, armia niemiecka poniosła tak duże straty w sprzęcie i żołnierzach, że ułatwiło to późniejszą ofensywę aliantów na Linię Zygfryda oraz ofensywę radziecką, która ruszyła na wschodzie na początku stycznia 1945. Pod względem wielkości zaangażowanych sił była to największa bitwa w historii wojsk Stanów Zjednoczonych.

Tło historyczne

Po przełamaniu linii frontu w Normandii w sierpniu 1944 roku wojska aliantów wyzwoliły Francję poruszając się z niezwykłą szybkością. Sukces tej ofensywy stworzył wiele problemów logistycznych z zaopatrzeniem nacierających armii. Alianci mieli w swoich rękach tylko jeden port, w Cherbourgu, znajdujący się blisko pierwotnych przyczółków i nadający się do przeładowania zaopatrzenia potrzebnego do kontynuowania ataku. W rękach aliantów znajdowały się już co prawda inne porty, ale nie mogły być używane, ze względu na ogromne zniszczenia dokonane przez wycofujących się Niemców.
Problem przeładunku zaopatrzenia był spotęgowany kłopotami z jego transportem. Francuska sieć kolejowa została poważnie uszkodzona przez lotnictwo sprzymierzonych w czasie przygotowań do ofensywy we Francji. Amerykanie uruchomili tzw. Red Ball Express (system przewozu zaopatrzenia ciężarówkami) ale był on daleki od doskonałości. Gdy front dotarł do Belgii, przewiezienie jednego litra paliwa wymagało spalenia pięciu litrów paliwa podczas transportu. Sytuacja z zaopatrzeniem była na tyle dramatyczna, że na początku października 1944 sprzymierzeni zostali zmuszeni do zaprzestania działań ofensywnych, mimo że wojska niemieckie bardzo szybko ustępowały z okupowanych terenów.
Zatrzymanie linii frontu potrzebne na przegrupowanie sił aliantów i podciągnięcie linii zaopatrzenia pozwoliło von Rundstedtowi na zreorganizowanie wojsk niemieckich na tym froncie.
Dowódcy poszczególnych armii alianckich starali się uzyskać przynajmniej tyle materiałów zaopatrzeniowych, aby pozwolić swojej własnej armii na kontynuowanie natarcia, ale głównodowodzący siłami sprzymierzonych Dwight Eisenhower był zwolennikiem strategii natarcia na szerokim froncie. Niemniej priorytet miały siły znajdujące się na północnym odcinku frontu. Miały one zdobyć port w Antwerpii, którego uchwycenie mogło znacznie poprawić sytuację zaopatrzeniową aliantów.
Po fiasku operacji Market Garden zaplanowanej przez marszałka Montgomery'ego, której celem było otwarcie drogi do Antwerpii, przeskoczenie Renu i obejście linii Zygfryda, wojska sprzymierzonych znalazły się w jeszcze gorszej sytuacji niż wcześniej, bo całe dostępne zaopatrzenie zostało użyte na potrzeby tej ofensywy. Dopiero w listopadzie 1. armia kanadyjska zdobyła Antwerpię. Łatwo zauważyć, że to właśnie ofensywa wojsk kanadyjskich powinna była otrzymać priorytet, a nie operacja Market-Garden. Jednak dowództwo armii kanadyjskiej nie miało tak silnych wpływów politycznych na Eisenhowera, jak Montgomery czy Patton i dlatego, pomimo iż militarnie znaczenie tego natarcia było pierwszorzędne, zostało ono relegowane do "drugiej ligi". Do końca listopada zaopatrzenie wojsk sprzymierzonych znacznie się poprawiło, ale ich siły były nadal bardzo rozciągnięte na szerokim froncie obejmującym Francję, Belgię i Luksemburg.
Sytuacja w której znajdowała się armia niemiecka była rozpaczliwa. Na froncie wschodnim Armia Czerwona zniszczyła Grupę Armii "Centrum", a ofensywa wojska radzieckich zatrzymała się tylko z powodu zmęczenia wojska i pogarszającej się sytuacji zaopatrzeniowej. Dla sztabu niemieckiego było oczywiste, że po wymuszonym zatrzymaniu się sił radzieckich, przygotowywały się one teraz na zimową ofensywę, która miała zapewne rozpocząć się w grudniu.
Na froncie zachodnim sytuację Niemców dodatkowo pogarszał fakt, iż Luftwaffe została praktycznie wyeliminowana z walki przez lotnictwo aliantów. Pozbawiło to Niemców podstawowego źródła informacji o ruchach sił sprzymierzonych oraz możliwości atakowania linii zaopatrzenia nieprzyjaciela. Całkowite panowanie aliantów w powietrzu było niezmiernie demoralizujące dla wojsk niemieckich, które były nieustannie atakowane przez samoloty wroga.
Jedynym "aktywem" Niemców było to, że nie musieli już bronić całej zachodniej Europy, dramatycznie skróciła się więc linia frontu, a także linie zaopatrzenia – choć nadal były narażone na ataki z powietrza. Dodatkowym plusem było to, że komunikacja mogła się teraz w większym stopniu opierać o system telefoniczny, pozbawiając aliantów źródeł informacji, które otrzymywali oni po złamaniu kodu Enigmy.

Wybór celu ofensywy

Hitler nie miał złudzeń co do sytuacji na froncie, sądził jednak, że obrona Niemiec będzie możliwa jeśli walki będą się toczyły tylko na jednym froncie. Po zakończeniu nieudanej operacji Market-Garden na froncie zachodnim i czasowym zatrzymaniu operacji radzieckich na froncie wschodnim, inicjatywa operacyjna została chwilowo przejęta przez Niemców. Zdawali oni sobie doskonale sprawę, że był to najlepszy moment na przygotowanie rozstrzygającego kontrataku. Biorąc pod uwagę układ sił w tym momencie, sztab niemiecki wiedział, że szanse na udaną akcję ofensywną na froncie wschodnim są znikome. Przeanalizowano kilka planów z takimi pomysłami, ale żaden z nich nie oferował poważnych zysków strategicznych. Dysproporcja dostępnych sił była tak duża na korzyść Rosjan, że nawet okrążenie i zniszczenie całych armii radzieckich nie przyniosłoby żadnego ostatecznego rozwiązania, a obecny kształt linii frontu na wschodzie nie opierał się na żadnej naturalnej linii obrony.
Sytuacja na froncie zachodnim prezentowała się z punktu widzenia niemieckiego bardziej interesująco. Problemy logistyczne nadal stanowiły poważny problem dla aliantów, choć otwarcie portu w Antwerpii poprawiło sytuację. Niemniej siły angloamerykańskie były rozciągnięte na bardzo szerokim froncie, a niektóre jego odcinki były bardzo słabo obsadzone. Skuteczny atak mógłby teoretycznie pozwolić na poważną zmianę sytuacji strategicznej.
Zaoferowano kilka planów, z których szybko wybrano dwa. Pierwszy sugerował atak na styku 9. i 3. armii amerykańskich, z nadzieją na ich okrążenie i zniszczenie, efektywnie powstrzymując aliantów i dając Niemcom dalszą inicjatywę strategiczną.
Drugi pomysł to szybkie uderzenie przez słabo obsadzone Ardeny w południowej Belgii odcinające wojska amerykańskie od angielskich, które miało zakończyć się zdobyciem Antwerpii. Historycznie Niemcy już wielokrotnie atakowali przez zalesione, górzyste obszary Ardenów, co jednak nigdy nie przeszkadzało ich przeciwnikom sądzić, że atak przez tamtejszy region jest niemożliwy. Ostatni raz Niemcy uczynili to w 1940 r. obchodząc przez Ardeny francuską linię Maginota i umocnienia belgijskie.
Oba plany sugerowały atak na pozycje amerykańskie, głównie dlatego że Hitler uważał, iż wojska amerykańskie nie potrafią dobrze walczyć, a w razie poważnej porażki opinia publiczna w Stanach Zjednoczonych może przychylić się w kierunku rokowań pokojowych. Nie ma żadnych dowodów na to, aby sam Hitler czy jego doradcy orientowali się, że w tym momencie Stany Zjednoczone prawie nie odczuły jeszcze kosztów prowadzenia wojny i miały największy potencjał, który pozwalał na szybkie odbudowanie poniesionych strat.
Hitler szybko skoncentrował się na drugim z planów. Doszedł do wniosku, że ewentualne okrążenie armii amerykańskiej jest niewystarczające, do zwycięstwa potrzebne jest całkowite odizolowanie sił amerykańskich od angielskich. Wzajemna niechęć Pattona i Montgomery'ego była powszechnie znana nawet Niemcom i Hitler sądził, że w razie serii porażek, ich dalsza współpraca byłaby niemożliwa z powodu wewnętrznych kłótni. Hitler wierzył, że w razie powodzenia ataku, cztery armie zostaną odizolowane i zniszczone i że zmusi to zachodnich aliantów do przyjęcia pokoju. Dzięki temu Niemcy mogliby skoncentrować wszystkie siły na jednym froncie. Ponadto niemieckie dowództwo wiedziało o coraz gorszych stosunkach między ZSRR a rządem Wielkiej Brytanii oraz USA i liczyło, że przedłużenie obrony Niemiec mogłoby spowodować powstanie otwartego konfliktu pomiędzy państwami koalicji antyhitlerowskiej (np. w wyniku sporu o przyszły los państw bałkańskich).

Planowanie

Hitler już w połowie września ostatecznie zdecydował, że atak odbędzie się w rejonie Arden, tak jak cztery lata wcześniej w czasie inwazji na Francję. Główne siły miały zaatakować w kierunku zachodnim aż do rzeki Mozy, a następnie skręcić na północ w kierunku Antwerpii i Brukseli. Najtrudniejszą częścią tego planu był początek ofensywy. Wybrany na nią górzysty teren bardzo utrudniał szybkie przemieszczenie się wojska, ale liczono, że po dotarciu do Mozy i zmianie kierunku ataku na północny, lepsze drogi w tamtym rejonie pozwolą na przyspieszenie ofensywy. Operacja została nazwana "Wacht am Rhein" ("Straż nad Renem") by zasugerować wywiadowi alianckiemu, że jest to defensywna operacja skoncentrowana na obronie linii Renu.
Ofensywa_w_Ardenach -
1944
- 15 grudnia 1944
Siły niemieckie przeznaczone do ataku tworzyły cztery armie:
  • 6. Armia Pancerna SS pod dowództwem Seppa Dietricha. Była to świeżo sformowana grupa operacyjna w skład której weszły najbardziej elitarne jednostki Waffen-SS, włącznie z 1. Dywizja Pancerną SS "Leibstandarte SS Adolf Hitler" i 12. Dywizją Pancerną "Hitlerjugend". 6. armia stanowiła trzon ataku. Jej ostatecznym zadaniem było zdobycie Antwerpii.
  • 5. Armia Pancerna pod dowództwem Hasso von Manteuffela, która miała za zadanie zdobycie Brukseli.
  • 7. armia pod dowództwem Ericha Brandenbergera, znajdowała się na południowym skrzydle ataku.
  • 15. armia pod dowództwem Gustava-Adolfa von Zangena. Jej zadaniem było uniemożliwienie kontrataku wojskom amerykańskim znajdującym się w północnej części Arden i przeprowadzenia ewentualnej akcji ofensywnej przy sprzyjających warunkach strategicznych.
Operację nadzorowali marszałek polowy Walther Model, dowódca Grupy Armii "B" i Gerd von Rundstedt, dowódca wszystkich niemieckich sił zbrojnych na zachodzie.
Planiści wyznaczyli 3 warunki konieczne do ostatecznego sukcesu ofensywy:
  • całkowite zaskoczenie nieprzyjaciela;
  • złe warunki pogodowe uniemożliwiające wykorzystanie lotnictwa przez aliantów;
  • szybki atak; marszałek Model uważał, że aby operacja udała się, siły niemieckie muszą dotrzeć do Mozy w czwartym dniu po rozpoczęciu ataku.
Oryginalny plan zakładał wykorzystanie 45 dywizji, w tym 12 dywizji pancernych i zmechanizowanych tworzących "pancerną pięść" ataku. Okazało się to jednak nierealne z powodu wysokich strat poniesionych przez armię niemiecką i ostatecznie do ataku przystąpiło 30 dywizji. Zachowano założoną liczbę dywizji pancernych ale nie udało się zgromadzić dostatecznej liczby dywizji piechoty, które były potrzebne do obrony frontu wschodniego.
Niektóre z dywizji użytych do tej operacji były nowo sformowane i składały się z rezerwistów, tzw. Volksgrenadier (grenadierzy ludowi). Większość z nowo powołanych żołnierzy była słabo wyszkolona i wyekwipowana.
Niemcy mieli także poważne problemy w materiałami pędnymi. Większość z nich została dostarczona koleją lub na wozach konnych, aby maksymalnie zaoszczędzić benzynę i ropę. Ustalono, że atakujące oddziały będą musiały zdobyć paliwo, aby być w stanie kontynuować natarcie. Z powodu wszystkich tych trudności data ataku została przesunięta ze środka października na 16 grudnia.
Przed rozpoczęciem ofensywy alianci nie mieli prawie żadnych wiadomości o ruchu wojsk nieprzyjaciela. W czasie wyzwalania Francji, jednym ze źródeł informacji na temat ruchów wojsk niemieckich był francuski ruch oporu, ale teraz gdy wojska alianckie stały już u wrót Rzeszy straciły to źródło. Gdy armia niemiecka przebywała jeszcze na terenach przez nią okupowanych, większość rozkazów przekazywana była drogą radiową za pomocą maszyny szyfrującej Enigma. Były one przechwytywane i rozkodowywane przez aliantów w ramach operacji "Ultra". Na terenie Niemiec rozkazy były jednak przekazywane przez telefon, co pozbawiło aliantów i tego źródła wywiadowczego. Jesienna, mglista pogoda uniemożliwiła także wiele lotów rozpoznawczych, które mogłyby wykryć przemieszczanie wojsk niemieckich.
Ofensywa_w_Ardenach -
Pantera w rejonie Eifel przed ofensywą w Ardenach
Omar Bradley, dowódca wojsk amerykańskich uznał, że Ardeny to cichy sektor na linii frontu i bazując na niepełnych danych wywiadu uznał, iż Niemcy nie są w stanie przeprowadzić żadnej operacji ofensywnej w tej fazie wojny. Rejon Arden broniony był przez zaledwie kilka jednostek amerykańskich, zarówno bardzo "zielonych" i niedoświadczonych (99. i 106. dywizja piechoty) jak i przez doświadczonych weteranów (2. dywizja piechoty) wysłanych do Arden na wypoczynek i rekuperację.
Niemcy zaplanowali dwie dodatkowe operacje specjalne, które miały się odbyć przed samą ofensywą, jak i w czasie jej trwania. Otto Skorzeny, dowódca niemieckich komandosów, wsławiony brawurową operacją uwolnienia Mussoliniego, miał poprowadzić operację "Greif". Żołnierze niemieccy znający język angielski i przebrani w mundury amerykańskie mieli infiltrować tyły nieprzyjaciela, zmieniać znaki drogowe, kierować ruch w nieodpowiednie miejsca i tworzyć maksymalne zamieszanie, a także w miarę możliwości uchwycić mosty na Mozie pomiędzy Liège a Namur. Druga operacja specjalna, to dowodzona przez Friedricha Augusta von der Heydte’a operacja "Stösser", której zadaniem było zajęcie ważnego skrzyżowania przy Malmedy.
Wywiad niemiecki ustalił, że radziecka ofensywa na froncie wschodnim rozpocznie się 20 grudnia. Dowództwo niemieckie miało nadzieję, że Stalin opóźni tę operację czekając na to jak się skończy bitwa w Ardenach.

Pierwsza faza ataku

Ofensywa_w_Ardenach -
nacierał na czele 6. Armii Pancernej SS w północnym sektorze ataku
Ofensywa_w_Ardenach -
poprowadził 9. Armię Pancerną w sektorze środkowym
Ofensywa_w_Ardenach -
zajęła sektor zachodni
16 grudnia 1944 roku o godzinie 5.30 rano potężne przygotowanie artyleryjskie skierowane na pozycje amerykańskich żołnierzy znajdujące się przed 6. Armią Pancerną SS zapoczątkowało niemiecki atak. O godzinie 8.00 trzy niemieckie armie runęły do ataku przez zalesione stoki Arden. W sektorze północnym 6. Armia Pancerna SS Dietricha zaczęła się przebijać w kierunku Liège, w sektorze środkowym 9. Armia Pancerna von Manteuffela zaatakowała w kierunku Bastogne i St. Vith – zdobycie tych miast i związanych z nimi węzłów komunikacyjnych miało pierwszorzędne znaczenie dla powodzenia niemieckiego ataku. Na południu 7. armia Brandenbergera ruszyła w kierunku Luksemburga mając za zadanie zabezpieczenie tego skrzydła frontu przed kontratakiem aliantów.
W czasie pierwszej fazy ataku Niemcy zastosowali taktykę, którą wcześniej przeciwko nim użyli Rosjanie na froncie wschodnim. Pierwsza fala ataku składała się głównie z oddziałów piechoty, których zadaniem było otwarcie drogi dla oddziałów pancernych i zmotoryzowanych. Całkowicie zaskoczeni atakiem Amerykanie nie stawiali na początku zbyt dużego oporu i Niemcy wzięli wielu jeńców, jednak obrońcy dość szybko otrząsnęli się z szoku i pozostałe oddziały amerykańskie, ku dużemu zaskoczeniu Niemców, zaczęły stawiać coraz większy opór, opóźniając plan niemieckiego ataku.
Pierwsza fala piechoty 6. Armii Pancernej nie przełamała zdeterminowanej obrony amerykańskiej 2. Dywizji Piechoty, zmuszając Dietricha do wcześniejszego niż zaplanowano użycia jednostek pancernych. Zła pogoda, na którą tak liczyli Niemcy, uniemożliwiła aliantom użycie lotnictwa, ale z drugiej strony warunki meteorologiczne były dużo gorsze niż Niemcy zakładali i niespodziewane, duże opady śniegu połączone z burzami śnieżnymi sprawiły, że wiele dróg stało się nieprzejezdnych, co znacząco spowolniło tempo niemieckiego ataku.
Lepiej wiodło się Niemcom w środkowej strefie ataku gdzie przełamali obronę 106. Dywizji Piechoty. Ale i w tym sektorze atak nie do końca odbył się według planu i szczególnie tu widoczne było niedoświadczenie żołnierzy nowo sformowanych jednostek piechoty niemieckiej. Atakowały one często bez odpowiedniego przygotowania i maszerowały w otwartym polu ułatwiając jednostkom amerykańskim obronę i urządzanie zasadzek. Z pomocą aliantom przyszły także właśnie wprowadzone do użycia pociski artyleryjskie z zapalnikami zbliżeniowymi, które spowodowały bardzo wysokie straty wśród nacierającej piechoty.
Hitler sądził, że Eisenhower będzie potrzebował przynajmniej dwóch do trzech dni, aby się zorientować, że nie jest to lokalny kontratak ale ofensywa na dużą skalę. Pomylił się jednak. Eisenhower już w pierwszym dniu kampanii zdał sobie sprawę z tego co się dzieje i rozkazał aby "Red Ball Express" zaczął przemieszczać żołnierzy w rejon walk. W ciągu tygodnia przerzucono prawie ćwierć miliona żołnierzy. W tym samym czasie 101. Dywizja Spadochronowa i elementy 10. Dywizji Pancernej zostały przesunięte do Bastogne i otrzymały rozkaz utrzymanie tego rejonu za wszelką cenę.

Operacja "Stösser"

Podczas przygotowań do ofensywy niemieckie dowództwo zaplanowało operację opanowania węzła komunikacyjnego "Baraque Michel". Do wykonania zadania wydzielono oddział spadochroniarzy pod komendą pułkownika Augusta van der Heydte, który miał wylądować 11 km na północ od Malmedy. Zajęte skrzyżowanie spadochroniarze mieli utrzymać przez 24 godziny w oczekiwaniu na 12. Dywizję Pancerną SS "Hitlerjugend".
Operacja "Stösser" miała się rozpocząć 16 grudnia, ale z powodu złej pogody i braku paliwa została przesunięta na 17 grudnia na godzinę 3.00 rano.
Zrzutu 1300 spadochroniarzy ze 112 samolotów Ju 52 dokonano w czasie silnej burzy śnieżnej przy niskiej podstawie chmur. Nic więc dziwnego, że większość samolotów pogubiła się i zrzuciła spadochroniarzy nawet kilkadziesiąt kilometrów od zamierzonego celu. Tylko kilka procent żołnierzy wylądowało w zamierzonym miejscu zrzutu.
Do południa zaledwie 300 spadochroniarzy zgromadziło się w pobliżu węzła komunikacyjnego, który mieli zaatakować. Pułkownik von der Heydte zdecydował, że jest to zbyt mała siła, aby skutecznie zająć i utrzymać to newralgiczne skrzyżowanie. Zrezygnował więc z zamierzonego planu i rozkazał żołnierzom, aby się rozproszyli i w małych grupach rozpoczęli nękające akcje partyzanckie na tyłach wroga. Ponieważ desant został rozproszony na bardzo znacznym obszarze, alianci sądzili, że na ich tyłach wylądowała przynajmniej jedna dywizja spadochronowa. Spowodowało to znaczne zamieszanie i skierowanie wielu żołnierzy do obrony własnych tyłów, co ułatwiło natarcie głównym siłom niemieckim.

Operacja "Greif"

Otto Skorzeny bez problemu przeniknął na tyły wroga wraz ze swoimi oddziałami, w których wielu żołnierzy dobrze mówiło po angielsku. Mimo że nie zdobyli żadnego z mostów na Mozie, ich obecność na tyłach amerykańskich spowodowała duże zamieszanie. Plotki wyolbrzymiały ich dokonania. Zaniepokojeni ich obecnością Amerykanie ustawili posterunki drogowe, by wyłapać sabotażystów, co spowalniało przerzut własnych żołnierzy i zaopatrzenia.
Żandarmeria wojskowa zdecydowała, że najlepszym sposobem na wyłowienie szpiegów wśród tysięcy amerykańskich żołnierzy, będzie zadawanie pytań, na które odpowiedzi powinien znać każdy Amerykanin, ale które mogą być kłopotliwe dla obcokrajowców, bez względu na to, jak dobrze władają angielskim. Pytano więc m.in. o to kto jest dziewczyną myszki Miki, o wyniki i statystyki baseballowe, czy o stolice różnych stanów. Nie była to metoda doskonała. Np. generał Bradley zapytany przez żandarma o stolicę Illinois podał prawidłową odpowiedź (Springfield), a mimo to został zatrzymany, bo żandarm sądził, że stolicą Illinois jest Chicago.
Amerykanom udało się w końcu zatrzymać większość niemieckich komandosów, ale niektórym z nich nawet po zatrzymaniu udało się wprowadzić w błąd przesłuchujących ich oficerów wywiadu. Twierdzili oni między innymi, że celem ich misji było schwytanie lub zabicie Eisenhowera. Spowodowało to znaczne wzmocnienie ochrony głównodowodzącego. Został on nawet na pewien czas zmuszony do nieopuszczania swojej kwatery.
Ponieważ niemieccy żołnierzy zostali schwytani w amerykańskich mundurach, zostali później rozstrzelani – był to dość standardowa praktyka stosowana we wszystkich innych armiach świata, choć nie do końca oczywista w ramach Konwencji Genewskiej. Skorzeny i jego ludzie świetnie zdawali sobie sprawę z tego niebezpieczeństwa i wielu z nich nosiło niemieckie mundury pod amerykańskim przebraniem.

Masakra w Malmédy

Ofensywa_w_Ardenach -
W północnym sektorze natarcia, Kampfgruppe Peiper składająca się z 4800 żołnierzy SS i 600 pojazdów skutecznie atakowała w kierunku zachodnim. O 7.00 rano 17 stycznia zajęła amerykańską stację paliwową w Büllingen. O 12.30, w pobliżu wsi Baugnez, w połowie drogi pomiędzy Malmédy a Ligneuville, natknęli się na elementy 285. amerykańskiego polowego batalionu obserwacyjnego. Po krótkiej walce Amerykanie poddali się. Ci którzy przeżyli (około 150 żołnierzy) zostali rozbrojeni i ustawieni w otwartym polu. W niejasnych okolicznościach esesman, który siedział w przejeżdżającym obok jeńców pojeździe zaczął strzelać do Amerykanów. Najprawdopodobniej jeńcy rzucili się do ucieczki i wtedy zaczęli do nich strzelać inni esesmani.
Nie jest pewne czy była to zaplanowana masakra, czy przypadek. Nie jest znany żaden rozkaz SS mówiący o zabijaniu jeńców w czasie tej ofensywy – choć takie zdarzenia były na porządku dziennym na froncie wschodnim. Wiadomość o masakrze szybko dotarła do żołnierzy amerykańskich i został wydany rozkaz, aby natychmiast zabijać wszystkich schwytanych esesmanów i "Fallschirmjäger" (spadochroniarzy).

Rajd Kampfgruppe Peiper

Kampfgruppe Peiper kontynuowała atak w kierunku północnym wchodząc w kontakt z amerykańską 99. Dywizją Piechoty i dotarła w końcu do Stavelot. Niemcy byli już jednak bardzo opóźnieni w stosunku do założeń. Przebycie drogi z Eifel do Stavelot zabrało im ponad 36 godzin - w czasie ataku na Francję w 1940 ten sam dystans został pokonany w dziewięć godzin. Wojska amerykańskie w czasie wycofywania prowadziły akcje opóźniające, wysadzając mosty i składy tak cennego dla Niemców paliwa.
Peiper wkroczył do Stavelot 18 grudnia, ale spotkał się z nieoczekiwanie zaciętą obroną. Nie będąc w stanie całkowicie oczyścić tego obszaru z Amerykanów, zostawił w mieście część żołnierzy i ruszył w kierunku mostu w Trois-Ponts. Został on jednak wysadzony przez Amerykanów zanim Peiper do niego dotarł. Peiper zmienił więc kierunek ataku i zaczął podążać do wsi La Gleize, a stamtąd do Stoumont, ale i tu Amerykanie zdążyli wysadzić most zanim wpadł on w ręce nieprzyjaciela.
W tym momencie główne siły Peipera była całkowicie odcięte od głównych sił, gdyż Amerykanie odzyskali słabo bronione Stavelot już 19 grudnia. Sytuacja w Soumont na tyle się pogorszyła dla Niemców, że Peiper zdecydował wycofać się do La Gleize i tam poczekać na pomoc. Jednak do 23 grudnia Niemcy nie zdołali się przebić do odciętych żołnierzy i Peiper zdecydował się rozproszyć swoją grupę bojową.
Żołnierze Kampfgruppe pozostawili cały ciężki sprzęt i na piechotę, małymi grupkami zaczęli się przemykać w kierunku własnych linii.

St. Vith

W centralnym sektorze natarcia ważnym punktem strategicznym dla obu stron był węzeł dróg przy mieście St. Vith. Jego zdobycie było ważne zarówno dla sił Dietricha jak i Menteuffela. Amerykańscy obrońcy pod dowództwem generała Bruce'a Clarka – 7. Dywizja Pancerna, 106 Dywizja Piechoty oraz oddziały 9. Dywizji Pancernej i 28. Dywizji Piechoty - zacięcie się bronili, poważnie spowalniając niemiecki atak. Samo miasto zostało zdobyte dopiero 20 grudnia, ale Amerykanie wycofali się na wcześniej przygotowane pozycje obronne i nadal stanowili poważny problem dla Niemców. Dopiero 23 grudnia Niemcom udało się przełamać obronę Amerykanów, zmuszając ich do wycofania się za rzekę Salm, ale oryginalny plan ataku przewidywał, że rejon St. Vith zostanie opanowany do godziny 18.00 17 grudnia.

Konferencja w Verdun

19 grudnia w bunkrze w Verdun odbyła się narada wyższych dowódców alianckich zwołana przez Eisenhowera. Nie przybył na nią jedynie marszałek Montgomery, wysyłając innego generała – "Monty" uważał, że obecna sytuacja była spowodowana amerykańska indolencją, a szczególnie niekompetencją Bradleya. Według słów Eisenhowera, obecni tam generałowie amerykańscy odebrali nieobecność Montiego niemal jako policzek.
Ze wszystkich dowódców biorących udział w tej naradzie jedynie Eisenhower i Patton zdawali sobie sprawę, że niemiecki atak dał wspaniałą okazję na zniszczenie najlepszych sił wroga. Eisenhower zaczął naradę mówiąc, że obecna sytuacja powinna być widziana nie jako katastrofa, ale jako sposobność i widząc zmartwione twarze dodał, że chce widzieć tylko uśmiechy wokół stołu. Patton, który podzielał to zdanie dodał: "Do diabła, pokażmy, że mamy jaja i dajmy im dojść aż do Paryża, dopiero wtedy ich odetniemy i przeżujemy". Odnosząc się do wcześniejszej sytuacji, w której niezdecydowanie Bradleya pozwoliło Niemcom na wymknięcie się z okrążenia pod Falais powiedział: "szkopy włożyły swoją głowę do maszynki do mięsa, a tym razem ja trzymam rączkę!".
Eisenhower zapytał następnie Pattona ile czasu jego armia (która znajdowała się w południowo-centralnej Francji i atakowała w kierunku wschodnim) będzie potrzebowała aby przygotować kontratak. Patton stwierdził, że zaatakuje wroga w ciągu 48 godzin, co spotkało się z niedowierzaniem innych generałów. Historyk wojskowości i jeden z biografów Pattona napisał, że był to "najlepszy" moment z życiu Pattona. Inni przybyli na konferencję bez żadnych planów i jedynie z mglistymi pomysłami co robić, a Patton nie tylko miał już gotowe plany, ale rozkazał aby 3. Armia skręciła w kierunku północnym jeszcze przed przybyciem na konferencję. Tak więc kiedy dyskutowano co robić, jego żołnierze byli już w drodze.

Bastogne

Do 21 grudnia Niemcy całkowicie okrążyli Bastogne, które było bronione przez 101. Dywizję Powietrznodesantową. Warunki obrońców były niezmiernie trudne, większość zaopatrzenia medycznego i personelu lekarskiego wpadło w ręce Niemców. Niemniej, pomimo silnych niemieckich ataków linie obrońców nie zostały przełamane. Na przysłanym przez Niemców dokumencie z propozycją honorowej kapitulacji generał Anthony McAuliffe napisał w odpowiedzi jednym słowem - "nuts" (w tym wypadku "wariaci").
Niepowodzenie Niemców może być częściowo wytłumaczone taktyką jaką przyjęli. Zamiast jednego zdecydowanego ataku na całej długości frontu, Niemcy wyprowadzili serię ataków w kilku miejscach, ale nierównocześnie. Zmuszało to obrońców do szybkiego przerzucania sił w celu odparcia atakujących, ale rozpraszało też siły niemieckie.
Więcej w artykule obrona Bastogne.

Kontrofensywa aliantów

Ofensywa_w_Ardenach -
23 grudnia pogoda poprawiła się na tyle, że po raz pierwszy od początku bitwy wystartowały samoloty sprzymierzonych. Lotnictwo alianckie wykonało w tym dniu wiele ataków na linie zaopatrzeniowe i komunikacyjne wroga, a także na maszerujące kolumny wojska. Zrzucono również zaopatrzenie dla obrońców Bastogne, wylądował tam nawet szybowiec z grupą lekarzy którzy się zgłosili na ochotnika do tej niebezpiecznej misji.
Do 24 grudnia niemiecka ofensywa praktycznie załamała się. Niemcy nie dotarli nawet do pierwszego jej celu jakim była rzeka Moza. Nie udało im się także zdobyć dużych ilości paliwa jak zaplanowano. Pomimo że straty, szczególnie w czołgach, były do tej pory minimalne, generał von Manteuffel zarekomendował zakończenie operacji i wycofanie sił niemieckich za linię Zygfryda. Hitler odrzucił tę propozycję.
3. Armia Pattona zbliżała się już w tym czasie do Bastogne. O godzinie 16.50 26 grudnia pierwsze oddziały 4. Dywizji Pancernej wkroczyły do oblężonego miasta.

Niemiecki kontratak

1 stycznia 1945 roku armia niemiecka rozpoczęła dwie nowe operacje licząc na wznowienie ofensywy. Pierwsza z nich to "Operacja Bodenplatte" - masowe uderzenie Luftwaffe skierowane na lotniska alianckie w krajach Belgii i Holandii. Setki niemieckich samolotów zniszczyły i poważnie uszkodziły około 465 alianckich samolotów, jednak samo Luftwaffe straciło 277 własnych samolotów – 62 zostały zestrzelone przez myśliwce, a 172 padły ofiarą silnego ognia artylerii przeciwlotniczej zgromadzonej do zwalczania rakiet V-1. O ile aliantom uzupełnienie strat w samolotach zajęło tylko kilka dni, to Luftwaffe już do końca wojny nie otrząsnęła się z poniesionych strat.
W tym samym dniu niemiecka armia rozpoczęła operację "Nordwind" - atak w rejonie Alzacji, mający odciągnąć uwagę aliantów od głównej operacji w Ardenach. Po dwóch dniach ciężkich walk wojska amerykańskie straciły ponad 11.000 żołnierzy i wycofały się, ale atakująca armia niemiecka poniosła znacznie większe straty – około 23.000 żołnierzy.

Ostateczne zwycięstwo sprzymierzonych

Niemiecka ofensywa została powstrzymana, ale na linii frontu nadal pozostawało niebezpieczne dla aliantów "wybrzuszenie", z którego w każdej chwili mogły zaatakować niemieckie czołgi.
Atak mający wyrównać linię frontu wyznaczona na 1 stycznia. 3. Armia Pattona miała uderzyć w kierunku północnym z rejonu Bastogne, a brytyjskie siły Montgomery'ego miały posuwać się w kierunku południowym, miejsce spotkania wyznaczono w miasteczku Houffalize.
Żołnierze z oddziałów skierowanych do przeprowadzenia ostatecznej ofensywy nie mogli uwierzyć, że po dwóch tygodniach ciężkich walk zostali ponownie wysłani do walki. Problemem było nie tylko fizyczne wyczerpanie, ale i pogoda – w styczniu 1945 zanotowano najniższe historyczne temperatury w tym okresie. Aby nie zamarzły silniki musiano je włączać co pół godziny, a by uniknąć zamarzania broni żołnierze musieli oddawać na nią mocz. Dowództwo alianckie zdecydowało jednak, że atak musi nastąpić jak najszybciej.
Wbrew gwałtownym protestom Bradleya, Eisenhower powierzył czasowo dowództwo amerykańskiej 1. i 9. Armii marszałkowi Montgomery'emu. Plan Eisenhowera zakładał, że atak nastąpi 1 stycznia, "Monty" jednak z typową dla niego ostrożnością, wolał najpierw uporządkować oddziały i zaatakował 3 stycznia, w momencie kiedy większość sił niemieckich oderwała się od wroga i wycofała na wschód, tracąc przy tym co prawda większość ciężkiego sprzętu.
Przed rozpoczęciem alianckiej ofensywy, armię brytyjską od amerykańskiej dzieliło około 40 km. Amerykański atak na południu posuwał się bardzo powoli, około 1 km dziennie. Armia niemiecka prowadziła skutecznie działania opóźniające starając się wycofać jak najwięcej czołgów i artylerii. Mimo tych starań z powodu braku paliwa większość sprzętu i tak została porzucona.
7 stycznia Hitler zgodził się wreszcie na wycofanie sił niemieckich z Arden, włącznie z elitarnymi formacjami SS kończąc w ten sposób wszystkie operacje ofensywne. Natarcie w Ardenach zakończyło się i wszystko co pozostało do zrobienia z punktu widzenia aliantów, to oczyszczenie obszaru niemieckiego ataku z pozostałych tam maruderów.
"Bitwa o wybrzuszenie" zakończyła się ostatecznie 15 stycznia kiedy siły 3. Armii połączyły się z 1. i 9. Armią amerykańską.

Podsumowanie

Dokładne straty po obu stronach są niemożliwa do oszacowania. W zależności od źródeł określa się je na pomiędzy 70 a 81 tysięcy zabitych i zaginionych żołnierzy amerykańskich i około 1.400 brytyjskich oraz pomiędzy 60 a 140 tysięcy zabitych i zaginionych Niemców.
W ostatecznym rozrachunku bilans operacji "Wacht am Rhein" był dla strony niemieckiej wyjątkowo negatywny. Nie tylko stracili ostatecznie jakąkolwiek inicjatywę operacyjną, ale straty w sprzęcie i żołnierzach, którzy mogliby zostać użyci do obsadzenia linii Zygfryda spowodowały, że następna ofensywa aliantów była znacznie ułatwiona.
Publikacja wraz ze zdjęciami jest udostępniona w Encyklopedii "Zgapedia" części portalu zgapa.pl. Treść objęta jest licencją GNU FDL Wolnej Dokumentacji w wersji 1.3 lub dowolnej pózniejszej opublikowanej przez Free Software Foundation i została ona opracowana na podstawie Wikipedii, tutaj możesz znaleźć artykuł źródłowy oraz autorów. Warunki użytkowania Encyklopedii znajdziesz na tej stronie.
Prezentowane filmy poczhodzą z serwisu YouTube, portal zgapa.pl nie jest ich autorem i nie ponosi odpowiedzialności za ich treści.