Atak_zbrojny_na_szkołę_w_Biesłanie -
1 września 2004, pierwszego dnia roku szkolnego, szkoła w Biesłanie, w Północnej Osetii w Rosji została opanowana przez grupę uzbrojonych napastników należących do sił czeczeńskiego dowódcy polowego Szamila Basajewa. Teren szkoły został otoczony przez wojska armii rosyjskiej i jednostki sił specjalnych. Prowadzono negocjacje z napastnikami, po dwóch dniach, z niewyjaśnionych dotąd przyczyn, nastąpił szturm wojsk rosyjskich.
Według rzecznika prasowego władz Osetii Północnej zginęło 339 osób, w tym około 156 dzieci, około dwustu osób uznano za zaginione, a ok. 700 zostało rannych, z czego 450 osób przebywa w szpitalach (70 w stanie ciężkim). Zginęło też 32 napastników. Według oświadczenia Władimira Putina w ataku zginęło 11 żołnierzy służb specjalnych, a kilkudziesięciu zostało rannych.

1 września

O 9:30 czasu lokalnego (7:30 w Polsce), 1 września, pierwszego dnia roku szkolnego, grupa trzydziestu trzech uzbrojonych mężczyzn i kobiet przyjechała pod szkołę w skradzionej ciężarówce wojskowej Gaz-66 i zaatakowała Szkołę nr 1 w Biesłanie, do której chodzą dzieci w wieku od siedmiu do osiemnastu lat. Większość atakujących nosiła kominiarki, zaś niektórzy z nich mieli na sobie pasy z materiałami wybuchowymi (tzw. pasy szahida). Po wymianie ognia z milicją, podczas której pięciu z nich zginęło, napastnicy opanowali budynek szkoły, biorąc około 1181 zakładników, z czego większość miała poniżej 18 lat. W momencie ataku, w powstałym zamieszaniu, około pięćdziesięcioro z nich uciekło.
Od początku istniały wątpliwości, ilu zakładników pozostało w środku. Rząd twierdził że jest ich tylko niewiele ponad 350, inne źródła podawały liczby nawet do 1500. Z wnętrza budynku słychać było później strzały, według niektórych mające na celu zastraszenie rosyjskich sił specjalnych. Później ustalono, że pierwszego dnia napastnicy zabili dwudziestu dorosłych zakładników płci męskiej w szkolnym korytarzu. Ich ciała zostały później wyrzucone przez okno. Jedna z porywaczek detonowała, prawdopodobnie przypadkiem, noszony pas z materiałami wybuchowymi. Nikt inny nie odniósł w wyniku tego obrażeń.
Szkoła została wkrótce otoczona kordonem milicji, armii, Specnazu, jednostki specjalnej Alfa oraz OMON-u, specjalnej formacji rosyjskiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych.
Napastnicy wkrótce przemieścili zakładników na salę gimnastyczną i zaminowali budynek (agencja ITAR-TASS doniosła, że materiały wybuchowe i część broni zostały tam wniesione jeszcze w czasie lipcowych prac remontowych przed rokiem szkolnym). Aby zapobiec dalszym próbom odbicia zakładników, zagrozili, że zabiją pięćdziesięciu z nich za każdego bojownika zabitego przez milicję oraz dwudziestu za każdego rannego. Rząd rosyjski zapowiedział, że na razie nie użyje siły do uwolnienia zakładników. Pierwszego i drugiego dnia kryzysu trwały negocjacje pod przewodnictwem Lwa Roszala, pediatry, który pomógł w negocjacjach podczas ataku na teatr na Dubrowce w 2002.
Na prośbę Rosji, wieczorem 1 września zwołana została narada Rady Bezpieczeństwa ONZ, której uczestnicy zażądali natychmiastowego i bezwarunkowego zwolnienia wszystkich zakładników. Prezydent USA George W. Bush zaoferował podobno Rosji "wsparcie w dowolnej formie" w sprawie kryzysu w Biesłanie.

2 września

2 września 2004, negocjacje między Roszalem a napastnikami nie odniosły skutku. Napastnicy nie pozwolili na przyniesienie wody, jedzenia i leków dla zakładników ani na wyniesienie ze szkoły ciał zabitych. Warunki w szkole pogorszyły się. Wiele dzieci zdjęło koszule i inne części ubrania ze względu na panującą w szkole duchotę.
Wieczorem, dwadzieścia sześć kobiet i niemowląt zostało zwolnionych po negocjacjach z byłym prezydentem Inguszetii Rusłanem Auszewem. Według "Los Angeles Times", jedna z matek musiała wybierać między dwojgiem swoich dzieci i zostawić jedno z nich w szkole. Około 15:30 w przeciągu dziesięciu minut nastąpiły dwie eksplozje. Ustalono później, że były to strzały z granatników oddane przez napastników w siły specjalne, mające na celu utrzymanie ich z dala od szkoły.

3 września

Po południu 3 września, napastnicy zgodzili się na usunięcie ciał z terenu szkoły przez ratowników. Kilka minut po tym, jak zespół mający usunąć ciała wkroczył do szkoły, około 13:04, napastnicy otworzyli ogień i nastąpiły dwie kolejne eksplozje. Dwóch z ratowników zginęło, pozostali uciekli przed ostrzałem. Kilka minut później grupie około trzydziestu zakładników udało się uciec z terenu szkoły, ale zostali oni ostrzelani przez napastników. Niektórzy z uciekinierów zostali ranni.
Asłanbek Asłachanow, doradca prezydenta Putina, oświadczył później, że przyczyną ostrzału i następującego po nim szturmu była spontaniczna eksplozja. Według jednego z zakładników, jedna z bomb była źle przyklejona taśmą i spadła, co było przyczyną wybuchu.
Według sprzecznego z powyższym zeznania anonimowego pracownika Ministerstwa Sytuacji Wyjątkowych, strzelanina zaczęła się po tym, jak ich ciężarówka przyjechała po odbiór ciał. Nie był pewien, czy jako pierwsi strzelać zaczęli uzbrojeni ojcowie zakładników, czy okupujący szkołę napastnicy. Zarówno on, jak i dziennikarze słyszeli strzały z karabinu maszynowego przed wybuchami.
Rusłan Auszew powiedział dziennikowi "Nowaja Gazeta", że pierwszy wybuch spowodowany został przypadkiem przez jednego z napastników. W rezultacie uzbrojeni cywile, wśród nich ojcowie zakładników, zaczęli strzelać. W tym momencie nie strzelali jeszcze ani napastnicy, ani rosyjskie siły specjalne. Ostrzał sprawił jednak, że napastnicy stwierdzili, iż rozpoczął się szturm na szkołę, mimo zapewnień negocjatorów, że tak nie jest. Napastnicy oświadczyli wtedy ponoć, że zaczną detonować bomby, co według Auszewa było przyczyną wydania rozkazu do szturmu [1].
Według Basajewa, który zorganizował atak, jest to kłamstwo. Twierdzi on, że szturm był od początku zaplanowaną akcją sił rosyjskich. Według niego wybuchy spowodowali "ratownicy" z FSB, którzy według oficjalnych źródeł rosyjskich przybyli, aby zabrać ciała. Wyklucza on przypadkowy wybuch jednego z podłożonych przez jego ludzi ładunków.
Wydaje się, że wtedy siły specjalne rozpoczęły szturm na szkołę. Wywiązała się długotrwała strzelanina, podczas której komandosi z oddziałów specjalnych próbowali dostać się do szkoły i umożliwić zakładnikom ucieczkę. Oprócz sił specjalnych w szturmie użyto regularnej armii, oddziałów Ministerstwa Spraw Wewnętrznych oraz wojskowych śmigłowców (w tym Mi-24 Hind i Mi-8 Hip) i przynajmniej jednego czołgu. Do walki włączyło się również wielu miejscowych cywili. Bardzo prawdopodobne jest, że przynajmniej niektórzy z zabitych zginęli przypadkiem od strzałów własnych oddziałów.
Według Rosjan napastnicy zdetonowali kolejne ładunki wybuchowe, całkowicie niszcząc salę gimnastyczną i podpalając dużą część budynku, zaś według Basajewa zrobiły to oddziały rosyjskie. Siły specjalne robiły dziury w ścianach budynku, aby pomóc zakładnikom w ucieczce. Około 15:00 - dwie godziny po rozpoczęciu szturmu - rosyjskie siły specjalne oświadczyły, że opanowały szkołę. Do wieczora jednak trwały walki na jej terenie, jako że trzej z napastników skryli się w piwnicach szkoły z częścią zakładników. Ostatecznie, zarówno trzej porywacze, jak i zakładnicy, zginęli.
Podczas walk grupa napastników (trzynastu według oficjalnych informacji) przedarła się przez wojskowy kordon i schroniła w okolicy. Wśród nich były ponoć dwie kobiety, które próbowały wtopić się w tłum w przebraniu pielęgniarek. Część z nich została przepuszczona przez kordon, gdyż podawali się za krewnych zakładników. Kilku z nich schroniło się w dwupiętrowym budynku mieszkalnym w odległości 40 metrów od sali gimnastycznej. Nie wiadomo, czy mieli zakładników. Budynek został zniszczony przez czołgi i miotacze ognia 3 września o godzinie 23:00.
Siergiej Fridinski, zastępca prokuratora generalnego, oświadczył, że 31 z 32 porywaczy zostało zabitych, zaś jeden z nich został schwytany. Jeden z rannych napastników został zabity przez ojców zakładników podczas transportu do szpitala.
Według oficjalnych danych zginęło przynajmniej 339 ludzi, w tym 156 dzieci, zaś 700 (głównie dzieci) jest rannych. Według niektórych europejskich dziennikarzy, ostateczna liczba ofiar może przekroczyć 400, jako że 176 ludzi uznano za zaginionych. Rząd rosyjski spotkał się z krytyką wielu miejscowych, którzy po kilku dniach od ataku wciąż nie wiedzą, czy ich dzieci żyją, czy nie.
Podczas operacji zginęło 11 żołnierzy oddziałów specjalnych "Alfa" i "Wimpel", w tym dowódca "Alfy". Według jednego z żołnierzy, zginęło ich aż tylu dlatego, że przede wszystkim ratowali dzieci, podczas gdy napastnicy strzelali im w plecy. 30 żołnierzy zostało rannych.

5 września

Pogrzebane zostały pierwsze ofiary ataku w Biesłanie. Pochowano 18 z zabitych podczas ataku.

6 i 7 września

Prezydent Rosji Władimir Putin ogłosił 6 i 7 września dwudniową żałobę narodową. 7 września 135 000 ludzi uczestniczyło w demonstracji przeciwko terroryzmowi na Placu Czerwonym w Moskwie. Zagraniczne media stwierdziły jednak, że demonstracja ta nie miała charakteru spontanicznego protestu, a była zorganizowanym wiecem poparcia dla rządów Putina przypominająca komunistyczne pochody pierwszomajowe. Świadczył o tym fakt dokładnego dobierania demonstrantów (których m.in. dowożono autobusami na Plac Czerwony), jak i cenzurowania haseł na transparentach.
Ze względu na tragedię w Biesłanie spotkanie Putina z niemieckim przezydentem Gerhardem Schröderem w Niemczech została odwołana, jako że Putin obawiał się krytyki ze strony Niemców i kanclerza dotyczącym reakcji rządu rosyjskiego na kryzys w Biesłanie.

Tożsamość napastników

17 września 2004 roku Szamil Basajew oświadczył, że to on zorganizował zamach. Wśród napastników było 12 Czeczenów, 2 Czeczenki, 9 Inguszy, 3 Rosjan, 2 Arabów, 2 Osetyjczyków, 1 Tatar, 1 Kabardyńczyk i 1 Guran. Część źródeł łączy z atakiem Magomieda Jewłojewa, inguskiego zastępcę Basajewa. Przywódca powstania czeczeńskiego Asłan Maschadow potępił atak i oświadczył, że jego siły nie brały w nim udziału.
Tożsamość większości napastników nie jest znana. Znaleziono ciała 30 spośród 33 napastników - dwóch prawdopodobnie zbiegło, zaś jeden został schwytany. Schwytano też, jak donoszą media, dwie osoby współpracujące z napastnikami. Schwytany napastnik to 24-letni Czeczen Nur-Paszi Kulajew. Według oficjalnych informacji, Kulajew zeznał, że oddziałem dowodzili człowiek używający pseudonimu "Pułkownik" oraz Anatolij Władimirowicz Chodorow, podejrzewany o udział w zamachu na pociąg Moskwa-Władykaukaz 15 maja 2004. Według Kulajewa, "Pułkownik" zastrzelił jednego z członków oddziału, który był przeciwny porywaniu dzieci.
Tożsamość "Pułkownika" jest kwestią sporną. Według informacji oficjalnych jego zwłoki zidentyfikowano jako Rusłana Tagirowicza Choczubarowa. Dane te pokrywają się ze wcześniejszymi doniesieniami niektórych mediów. Sprzeczne są jednak z oświadczeniem Basajewa, według którego grupą dowodził "pułkownik Orstchojew". Na temat Orstchojewa nie ma żadnych danych, natomiast Choczubarow nie był z kolei dotychczas znany jako czeczeński bojownik.
W związku z obecnością Arabów, rosyjski rząd podał, że komando było powiązane z Al-Kaidą. Niemieckie źródła wywiadowcze podały z kolei nieoficjalnie, że byli tam ludzie szkoleni przez Al-Kaidę w Afganistanie - Rosjanie nie zaprzeczyli tej wersji. Basajew zdecydowanie temu zaprzeczył. Oświadczył, że nie ma powiązań z Al-Kaidą, a jego celem jest jedynie Rosja. Rosjanie twierdzą również, że w organizacji ataku z Basajewem współpracował też Maschadow, który jednak zdecydowanie się od niego odcina.
Relacje zakładników podkreślają okrucieństwo napastników, którzy już w pierwszych godzinach zamordowali wiele osób, dobijali rannych i dopuszczali się licznych aktów udręczania uwięzionych (stłoczenie w sali gimnastycznej, odmawianie wody, jedzenia i lekarstw, zastraszanie egzekucjami w razie sprzeciwu, zmuszanie do stania na stosach książek pod groźbą wybuchu granatu lub do wielogodzinnego siedzenia na parapetach okien). Według oficjalnych źródeł podczas ataku sił specjalnych napastnicy strzelali uciekającym uczniom w plecy, prawdopodobnie chcąc zabić jak najwięcej zakładników, choć według Basajewa jego ludzie nie strzelali do dzieci.
Kryzys w Biesłanie nastąpił po tygodniu zamachów, do których również przyznał się Basajew: eksplozji bomby na stacji metra w Moskwie (10 zabitych) i zamachach na dwa startujące z Moskwy samoloty pasażerskie, w których zginęło 89 osób.

Żądania napastników

  • Zwolnienie czeczeńskich rebeliantów schwytanych podczas ataku na Inguszetię
  • Wycofanie wojsk rosyjskich z Czeczenii
  • Bezpośrednie negocjacje z prezydentami Północnej Osetii i Inguszetii

Wewnętrzne reperkusje kryzysu

Zdaniem niektórych ekspertów nieudana próba uratowania życia zakładników będzie mieć ogromne skutki dla administracji Władimira Putina. Pomimo wcześniejszych obietnic pokojowego rozwiązania kryzysu, rosyjskie siły specjalne zostały zmuszone do rozwiązania siłowego, nie zabezpieczając jednak otoczenia (obecność tysięcy cywilów - rodzin dzieci, którzy siłą rzeczy przeszkadzali w prowadzeniu akcji i których część rzuciła się na ratunek dzieciom w chwili wybuchu strzelaniny), nie blokując ucieczki części napastników i nie potrafiąc dostarczyć spójnego opisu wydarzeń mediom. Rosyjski rząd tłumaczy się, że napastnicy pierwsi otworzyli ogień, zmuszając siły bezpieczeństwa do działania, aby ratować zakładników. Byłaby to więc w większej mierze akcja ratunkowa, a nie zorganizowana akcja antyterrorystyczna. Według Basajewa jest to kłamstwo - twierdzi on, że szturm nie został sprowokowany przez napastników.
Większość ekspertów zajmujących się antyterroryzmem ocenia działania rosyjskich służb jako nieprofesjonalne i źle zorganizowane, pomimo wystarczająco długiego czasu na przygotowania. Podkreśla się, że władze nie wyciągnęły wniosków z tragicznych wydarzeń w teatrze na Dubrowce – dotyczących zarówno operacji bojowej, jak i należytej opieki medycznej dla uwolnionych zakładników.
Polski specjalista od szkolenia jednostek antyterrorystycznych, Marcin Kossek, podkreślił w komentarzu dla telewizji TVN24, że nawet profesjonalnym działaniom bojowym rosyjskich jednostek specjalnych (np. Alfa) towarzyszy zwykle chaos logistyczny, czego dowodem była najpierw niepotrzebna śmierć zakładników uwolnionych na Dubrowce, którym nie zapewniono na czas należnej opieki medycznej, a obecnie brak zorganizowanej opieki dla ofiar ataku na szkołę w Biesłanie, którą musiały w znacznej mierze zastąpić spontaniczne działania cywilów, przewożących rannych prywatnymi samochodami do szpitali.
Dwójka reporterów znanych z krytyki rządu nie dotarła do Biesłanu. Andriej Babicki, dziennikarz z rosyjskiego oddziału Radia Wolna Europa został zatrzymany pod zarzutem konfliktu z ochroną na moskiewskim lotnisku Wnukowo i skazany na pięć dni aresztu. Anna Politkowskaja z dziennika "Nowaja Gazeta" zapadła w śpiączkę podczas lotu samolotem. Istnieją obawy, że oba te incydenty spowodowane zostały przez Federalną Służbę Bezpieczeństwa w celu uniemożliwienia im dotarcia na miejsce ataku.
Lokalnym pracownikom służby zdrowia odebrano telefony komórkowe i zabroniono opuszczać szpitale, prawdopodobnie aby zapobiec szerzeniu się paniki. Według doniesień minister spraw wewnętrznych Północnej Osetii podał się do dymisji.
Do ustąpienia ze stanowiska redaktora naczelnego gazety "Izwiestia" zmuszony został przez jej właścicieli Raf Szarikow. 4 września "Izwiestia" opublikowała zdjęcia rannych i zabitych zakładników oraz wyraziła wątpliwość w oficjalną wersję wydarzeń.
Zwiększono środki bezpieczeństwa w rosyjskich miastach. Odnotowano przynajmniej jeden przypadek agresywnego zachowania milicji. Magomiet Tołbojew, asystent dagestańskiego parlamentarzysty, został pobity w Moskwie przez dwóch milicjantów w związku z czeczeńsko brzmiącym nazwiskiem.
Putin po ataku w Biesłanie zapowiedział szereg reform. Według jego planu, gubernatorzy rosyjskich okręgów, obecnie wyłaniani w bezpośrednich wyborach, będą wyznaczani przez prezydenta. System wyborów do Dumy również ma zostać zmieniony. Przywrócona zostanie kara śmierci i wzmocniony zostanie system bezpieczeństwa. Plany reform spotkały się z krytyką Stanów Zjednoczonych i krajów europejskich, a także rosyjskich liberałów. Według krytyków prezydenta, Putin próbuje wykorzystać zamach w Biesłanie do wzmocnienia swojej osobistej władzy.
Publikacja wraz ze zdjęciami jest udostępniona w Encyklopedii "Zgapedia" części portalu zgapa.pl. Treść objęta jest licencją GNU FDL Wolnej Dokumentacji w wersji 1.3 lub dowolnej pózniejszej opublikowanej przez Free Software Foundation i została ona opracowana na podstawie Wikipedii, tutaj możesz znaleźć artykuł źródłowy oraz autorów. Warunki użytkowania Encyklopedii znajdziesz na tej stronie.