Czytaj więcej"/> Drukuj
Leonid_Teliga -
Leonid Teliga (1917-1970) - żeglarz, dziennikarz, pisarz, pierwszy Polak, który samotnie okrążył Ziemię na jachcie "Opty" w latach 1967-1969. Podobnego wyczynu dokonał przed nim tylko jeden Polak – Władysław Wagner, który jeszcze przed II wojną światową, opłynął w ciągu kilku lat kulę ziemską, zmieniając jednak po drodze załogi i jachty. Na uwagę zwraca fakt, iż obaj żeglowali niejako pod prąd, czyli na zachód.
Teliga zdobył uprawnienia sternika morskiego na kursie w Jastarni przed II wojną światową. Podczas kampanii wrześniowej brał udział jako podporucznik piechoty, a następnie przedostał się do Związku Radzieckiego, gdzie po rocznym kursie szyprów pływał na statkach jako rybak na Krymie. Brał udział w ewakuacji Krymu i portów azowskich, pływał też na Donie, Morzu Azowskim i Morzu Czarnym. W końcu trafił do Armii Polskiej na Zachodzie gdzie, podobnie jak wielu innych żeglarzy, został skierowany do lotnictwa, jako osoba o szczególnie przydatnych cechach charakteru, takich jak: samodzielność, silny charakter, umiejętność panowania nad sprzętem i żywiołami, a przede wszystkim znajomość nawigacji. Latał w dywizjonie 300 jako strzelec pokładowy. W 1947 roku wrócił do Polski. Pracował jako dziennikarz, autor i tłumacz, a w wolnych chwilach również jako instruktor żeglarstwa – najpierw w Warszawie, a następnie, po przeprowadzce na stałe do Gdyni, już jako instruktor żeglarstwa morskiego w klubie "Gryf". Jednak przy wielu nadarzających się okazjach starał się wracać do rybołówstwa, łącząc pracę z przyjemnością. Pływał jako dziennikarz z polskimi rybakami nawet na Dalekim Wschodzie, gdzie pracował z ramienia Polski w misjach rozjemczych ONZ, oraz we Włoszech, podczas pracy jako attache prasowy ambasady.
Planowany od dawna zamiar samotnego rejsu wokół globu Teliga postanowił zrealizować wyłącznie własnymi siłami i bazując na swoich oszczędnościach, zbudował jako prywatny armator jacht "Opty", zaprojektowany specjalnie dla niego przez inż. Leona Tumiłowicza jako zmodyfikowana wersja konstrukcji typu "Tuńczyk", będącej z kolei nowszą wersją projektu "Konik Morski" (wszystkie tego samego konstruktora). Jachty tego typu były udaną i sprawdzoną konstrukcją jachtu pełnomorskiego, notabene pierwszą polską, opracowaną jeszcze przed II wojną. Jak na tamte czasy, jacht był dość dobrze wyposażony w sprzęt dodatkowy, jak: tratwa pneumatyczna, plastikowy niezatapialny bączek do komunikacji z lądem, aparatura sygnalizacyjna czy radiostacja. Maszty i bomy były, co prawda, jeszcze drewniane, lecz olinowanie i okucia już nierdzewne, a bogaty komplet żagli wystarczał na wszystkie rodzaje wiatrów. Sprzęt nawigacyjny odpowiadał przepisom i rzeczywistym potrzebom żeglugi oceanicznej.
Chociaż wiele osób i instytucji przyczyniło się do pomocy w tym naprawdę dużym przedsięwzięciu, jak PZŻ, Marynarka Handlowa, czy Marynarka Wojenna, szczególnie w jego fazie końcowej, to jednak główny ciężar prac i finansów przez długi czas ponosił sam armator. Legenda mówi, że w tym właśnie celu Teliga sprzedał nawet swoje mieszkanie.
Do wybrzeży Afryki jacht dowiózł m/s "Włókniarz". Rejs "Opty" rozpoczął się 25 stycznia 1967, a trasa wiodła z Casablanki na zachód, uczęszczanymi szlakami, aby po drodze odwiedzić jak najwięcej portów: Wyspy Kanaryjskie, Małe Antyle, Kanał Panamski, Galapagos, Markizy, Tahiti, Bora-Bora, Fidżi, Dakar. U wejścia do Kanału Panamskiego doszło do przykrego incydentu – potrzeba było 11-dniowych targów z amerykańską administracją Kanału, zanim przepuszczono Polaka. Interweniowała polska ambasada w Waszyngtonie, a Teligę wzięła w obronę nawet prasa światowa. Incydent spowodował jednak, że Teliga zmienił przebieg planowanej trasy, ponieważ wszystko wskazywało, że podobne nieprzyjemności czekają go też Australii, gdy po długim oczekiwaniu na Fidżi przyszło z zezwolenie na jak najkrótszy pobyt "tylko w celu niezbędnych napraw i zaopatrzenia".
Wyprawa Teligi trwała dosyć długo m.in. z powodu konieczności dokonywania po drodze szeregu napraw jachtu, jednak atmosfera pobytu w portach była dobra. W tamtych czasach tego typu przedsięwzięcia wciąż jeszcze należały do rzadkości i o wyprawie Teligi było na tyle głośno, że wszędzie był uroczyście witany (prawie zawsze w portach spotykał Polaków), mianowano go honorowym członkiem wszystkich kolejnych jachtklubów, które były na jego trasie, a na oceanach był często rozpoznawany przez załogi jachtów i statków wszystkich możliwych bander.
Nie wiadomo, co tak naprawdę skłoniło kapitana do odbycia ostatniego etapu rejsu jednym skokiem – może spodziewane nieprzyjemności natury administracyjnej, a może rozwijająca się choroba nowotworowa, którą Teliga próbował zwalczyć mobilizując swój organizm samotnym rejsem. Pewne jest jednak, że na etap przez pół świata - z Fidżi (na Oceanie Spokojnym) do Dakaru (w Afryce Zachodniej), bez zawijania po drodze do portów, Teliga zdecydował się świadomie, uprzedzając listownie, że na wiele miesięcy urwie się z nim kontakt. "Opty" wyruszył z wysp Fidżi 29 lipca 1968 i przepadł niemal bez wieści w bezmiarze oceanów – był jedynie z daleka widziany (co nie znaczy rozpoznany) przez kilka jednostek.
Dopiero koło Kapsztadu (do którego z przyczyn politycznych nie wolno było Telidze zawinąć) nastąpiło przypadkowe spotkanie z jachtem turystycznym należącym do RPA - Teliga, któremu brakowało wtedy już wielu podstawowych rzeczy, został obsypany przez załogę jachtu wszelkimi możliwymi prezentami i ruchomymi elementami wyposażenia tej jednostki (dostał nawet tak cenne dla niego w tym momencie rzeczy, jak świeże kanapki i napoczętą paczkę papierosów) i dowiedział się, że o jego rejsie jest głośno i wszyscy go szukają.
Trasa tego pojedynczego skoku - 14,5 tys. mil do portu w Dakarze, zabrała Telidze 165 dni żeglugi - pobił tym samym rekord czasu trwania nieprzerwanej samotnej żeglugi oceanicznej, należący od 85 lat do Amerykanina Bernarda Gilboya, który w ciągu 163 dni przepłynął 6 tys. mil, próbując dotrzeć z Kalifornii do Australii (znaleziono go na morzu wycieńczonego).
5 kwietnia 1969 w drodze do Las Palmas na Wyspach Kanaryjskich Teliga przeciął kurs, którym w lutym 1967 zdążał z Casablanki na kanaryjską Gran Canaria – okrążenie kuli ziemskiej zabrało mu 2 lata i 2 miesiące.
Rejs "Opty" dopisał Teligę do listy kilkunastu żeglarzy z pięciu krajów, którzy przed nim opłynęli samotnie kulę ziemską i, co ciekawe, był przedsięwzięciem całkowicie indywidualnym począwszy od etapu przygotowań. Teliga świadomie i celowo nie uzależniał się od żadnej instytucji w przygotowaniach do rejsu, nie chciał również aby mu pomagano w trakcie samej wyprawy (podczas gdy niektórzy inni żeglarze mieli cały czas zapewnioną pomoc, np. w postaci zaopatrzenia w kolejnych portach, czy ubezpieczania inną większą jednostką samego rejsu), a przed startem podkreślał, że nie zamierza niczego udowadniać, zdobywać, ani z niczym konkurować. Prosił, aby z jego wyprawy nie robiono cyrku. Nie zmieniło to jednak faktu, że na Teligę po powrocie czekały liczne medale i wyróżnienia z Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski włącznie, a władze nie mogąc w inny sposób podłączyć się pod sukces Teligi sugerowały, że korzystał on ogólnie z całego 50-letniego dorobku polskiego żeglarstwa. Z powrotu Teligi do kraju planowano urządzić rodzaj festynu państwowego, święta morza, z całą kawalkadą jednostek eskortujących samotnika od wysokości Helu do portu w Gdyni oraz rozbudowanym harmonogramem dodatkowych uroczystości. Stan zdrowia Teligi pokrzyżował jednak te plany. Rejs zakończył się w Casablance, a na płycie lotniska w Warszawie czekała na Teligę karetka pogotowia. Na jego późniejszych zdjęciach prasowych widać już twarz człowieka mocno walczącego z chorobą. Zmarł 21 maja 1970, a jego jacht wrócił do kraju na pokładzie jednego z polskich statków handlowych.
Teliga jest autorem blisko 30 tłumaczeń książek, słuchowisk radiowych, wierszy, opowiadań, a wśród książek jego autorstwa jest oczywiście także "Samotny rejs Opty" (wydany pośmiertnie w redakcji jego brata). Lektura "Samotnego rejsu" jest miejscami specyficzna. Teliga, pochodzący z biednej robotniczej rodziny, niewątpliwie był związany ze środowiskiem lewicowym w Polsce i był w bardzo dobrych układach z władzą. Trudno określić, na ile szczere, a na ile z konieczności zawarte są w jego książce opisy spotkań z marynarzami – jeśli jest to jednostka bandery zachodniej, to mowa tylko o sympatycznych gestach pozdrowienia, natomiast przy spotkaniach (kilkukrotnych) z jednostkami radzieckimi "skurcz wzruszenia chwytał za gardło". Teliga notorycznie słucha w czasie rejsu radia Moskwa, odbierając jego fale nawet na antypodach. Jeśli jednak odrzuci się tę całą ideologiczną otoczkę (jest jej zresztą niewiele), to z pozostałej części lektury widać, jak nieprawdopodobnie wielką wiedzą i doświadczeniem musiał się charakteryzować ten żeglarz, skoro porwał się na tak trudny, samotniczy rejs, rejs praktycznie bez wsparcia po drodze, na małym i w dodatku drewnianym jeszcze jachcie. W tamtych czasach był to wciąż jeszcze duży wyczyn.
Dla uczczenia pamięci, redakcja miesięcznika "Żagle" od 1971 corocznie przyznaje Nagrodę imienia Leonida Teligi za zasługi w popularyzacji żeglarstwa.
Literatura:
  1. Włodzimierz Głowacki "Wspaniały świat żeglarstwa", Wyd. Morskie Gdańsk, 1970.
  2. "Samotny rejs Opty", Wyd. Morskie Gdańsk, 1973
Materiał wydrukowany z portalu zgapa.pl dnia 2020-10-27 15:10:42